Utwór · Michał P. Dybowski · lipiec 2026
Dziewięć strof czterowersowych z refrenem, wiersz wolny o kadencji hymnicznej. Łuk historyczny prowadzi od rozbiorów, przez rok dwudziesty, Gdynię i piwnice czterdziestego czwartego, po Solidarność i współczesność.
I.Śmiali się w trzech stolicach, gdy dzielono jej ziemię,
że naród starty z mapy to przypis dla kartografów.
A ona trwała cicho — w kołysance, w pacierzu,
w zeszycie, gdzie dziecko nocą kreśliło polskie słowa.
II.Śmiali się w dwudziestym roku: „państwo na jedno lato,
sezonowa republika — zwiędnie przed pierwszym śniegiem”.
Odpowiedział im sierpień łoskotem u bram Warszawy
i mapy kreślono od nowa — tym razem drżącą ręką.
RefrenJeszcze się śmieją? Niech się śmieją —
śmiech jest krótki, Polska długa.
Kto buduje, ten nie słyszy:
młot zagłusza każdą kpinę.
III.Śmiali się z wioski rybackiej: „Port? Oni? Z piasku i wiatru?”
A ona w kilkanaście wiosen dźwignęła miasto z wydmy
i posłała w świat okręty pod biało-czerwoną banderą —
bo wielkość nie odpowiada szydercom. Wielkość buduje.
IV.Śmiali się, że rozdeptana — a ona w piwnicach Warszawy
przy świecach zszywała rany, skalpelem cięła ciemność.
Nie było prądu ni jutra — był chirurg i była siostra,
i upór, który bywa świętszy od niejednego zwycięstwa.
V.Śmiali się z dziesięciu milionów: „Strajkiem? Przeciw czołgom? Psalmem?”
A oni bez jednego wystrzału przesunęli żelazną kurtynę —
i śmiech zamarł w gardłach imperiów, gdy stocznia mówiła szeptem
to, czego nie umiały wykrzyczeć wszystkie armaty świata.
VI.Dziś śmiech przychodzi z bliska — najciężej śmiać się z siebie:
z kolejek, z wiecznych sporów, z tej zgody, co nam umyka.
Lecz kto drwi z własnych ran, ten jeszcze ich nie opatrzył —
a my znamy się na ranach jak mało kto na tej ziemi.
RefrenJeszcze się śmieją? Niech się śmieją —
śmiech jest krótki, Polska długa.
Kto buduje, ten nie słyszy:
młot zagłusza każdą kpinę.
VII.Bo śmiech to jest podatek, co mali płacą wielkim z góry,
szyderstwo — to proroctwo czytane od tyłu.
Nikt przecież nie kpi z umarłych. Kpina to trwożny ukłon
składany temu, co rośnie — nim urośnie za wielkie.
VIII.Więc niech się śmieją na zdrowie — my mamy dziś robotę:
lekarz przy stole, przy kredzie nauczyciel, inżynier przy planach,
przedsiębiorca, co słowa dotrzymał, urzędnik, co w numerze sprawy
zobaczył twarz człowieka — oni piszą ten hymn dalej.
IX.A gdy skończymy budować i przyjdzie ta cicha godzina,
zastawimy stół na dziedzińcu — wobec tych, którzy szydzili.
I nie będzie w tym triumfu: będzie chleb i będzie miejsce.
Tak wygrywa wyśmiana — zapraszając śmiech do stołu.
Refren ostatniJuż się nie śmieją? Nieważne.
Śmiech był krótki. Polska — długa.
Ktoś dziś kładzie pierwszą cegłę.
Dalszy hymn — to jego ręka.
Nota wykonawcza
Forma: dziewięć strof czterowersowych z refrenem, wiersz wolny o kadencji hymnicznej. Łuk historyczny: rozbiory, rok 1920, Gdynia, rok 1944, Solidarność, współczesność, zwrot ku sobie, budowniczowie, stół. Finał świadomie pozbawiony triumfalizmu — wyśmiana zwycięża gościnnością, nie odwetem. Wersja skrócona do śpiewu zbiorowego znajduje się w wersji pieśniowej.
